Transcendencja w wydaniu amerykańskim. O twórczości Paula Schradera

Paul Schrader – weteran kina hollywoodzkiego – właśnie zdobył swoją pierwszą w karierze nominację do Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. To prawdopodobnie najgłośniejszy triumf autorski w karierze 72-letniego twórcy. Jest to co najmniej zaskakujące, ponieważ najnowszy film Schradera (pozornie) zupełnie różni się od jego poprzednich, bliższych Hollywood utworów. Przemoc i perwersja zostały zastąpione duchowością i refleksją, a rozrywkowa narracja hollywoodzka wyparowuje, aby zrobić miejsce dla medytacyjnej formy rodem z kina europejskiego. Jak to zatem wytłumaczyć?

Aquaman

Filmowe Uniwersum DC wreszcie wstaje z kolan i robi to z uśmiechem na ustach. Snyderowska emo-stylistyka ustępuje miejsca feerii barw i olśniewającym pomysłom scenograficznym, a James Wan bezbłędnie inscenizuje sceny akcji. Prościutka fabuła nie przeszkadza, aby na tym filmie, cytując klasyka, „bawić się jak prosię”. Blockbuster roku. „Aquaman” (2018, reż. J. Wan)

Mój piękny syn

Film Felixa Van Groeningena to opowieść o młodocianym narkomanie, którego wzloty i upadki w walce z nałogiem wystawiają na ciężką próbę jego emocjonalną więź z ojcem. Ta przejmująca słodko-gorzka filmowa batalia z uzależnieniem, gdzie stawką jest życie ukochanego dziecka, przedstawia losy rodziny, która w obliczu nawarstwiających się rozczarowań, paradoksalnie umacnia swe więzi w cierpieniu, dokonując na ekranie definicji miłości absolutnej. „Mój piękny syn” (2018, reż. Felix Van Groeningen)

Czarne lustro: Bandersnatch

Czarne lustro: Bandersnatch to dreszczowiec o kierowaniu losem – wciągający i estetyczny, ale nie rewolucyjny. Żeby takim zostać, film powinien uczynić z widza drugiego reżysera, a nie zwiedzającego wesołe miasteczko gapowicza. Na razie pozorność wyborów dokonywanych przez widza („zalać komputer herbatą czy zniszczyć?”) jest błędem strategicznym twórców, który próbują go ukryć za ironiczną baśnią o iluzoryczności ludzkiej swobody. „Czarne lustro: Bandersnatch” (2018, reż. David Slade)

Narodziny gwiazdy

Reżyserski debiut Bradleya Coopera to historia w Hollywood opowiedziana już trzykrotnie. Gwiazda muzyki odkrywa szarą myszkę ze świetnym głosem i postanawia wziąć ją pod swoje skrzydła, natychmiast się w niej zakochując – opowieść rodem z wyobraźni nastoletnich groupies. To też filmowy debiut Lady Gagi, której emocjonalna kreacja jest jedynym plusem produkcji. „Narodziny gwiazdy” (2018, reż. Bradley Cooper)

Brytyjski folk horror

Lars Von Trier w kontrowersyjnym „Antychryście” (2009) ustami bohaterki stwierdza, że „natura jest kościołem szatana”. Choć duński reżyser nie jest bezpośrednio związany z folk horrorem, przytoczone wcześniej słowa, idealnie wyrażają ideę przyświecającą wszystkim filmom tego podgatunku. Natura z jej odwiecznymi prawami i nieokiełznaną siłą pozostaje tym elementem rzeczywistości, nad którym człowiek nie roztoczył jeszcze pełni władzy, co w świecie zdominowanym przez racjonalną myśl, może stanowić silne źródło lęku.

Symfonia obitej mordy, czyli obrazy przemocy w „Daredevilu”

19 lat na karku i teczka z rysunkami pod pachą – oto dobytek Franka Millera po przeprowadzce na Manhattan. Napadany był seryjnie, ale wtedy miał pecha. Rozsmarowali go na chodniku, podeszwą wykonując USG brzucha. Uciekał przez 3 przecznice z powidokiem pistoletu w nozdrzach. „Wściekłem się, upokorzyli mnie” – stwierdził. I skontrował autorską inkarnacją „Daredevila”, z której wyrósł później serial Netflixa (2015-2018).

Zabawa, zabawa

Polski alkoholizm to domena nie tylko mężczyzn z nizin społecznych, o czym przekonuje Kinga Dębska w pierwszy filmie o kobiecych udrękach z mocnymi trunkami. Tragikomiczny styl obrany przez reżyserkę przełamuje sztampowy patos nieudanym żartem, który momentami przeszkadza w odbiorze traumatycznych scen wymagających powagi i refleksji. Sytuację ratuje pierwszorzędne aktorstwo, przy jednoczesnym braku ukazania motywacji głównych bohaterów. „Zabawa, zabawa” to najpoważniejszy film w dorobku Kingi Dębskiej, ale przy tym – niestety –  do bólu przeciętny. „Zabawa, zabawa” (2019, reż. Kinga Dębska)

Suspiria

Suspiria jawi się przede wszystkim jako film zmarnowanego potencjału. Guadagnino miał wszystko – ciekawy punkt wyjścia, gwiazdy w obsadzie i swobodę artystyczną. Niestety, zbyt wygórowane ambicje, ślepe dążenie ku głębi i artyzmowi ciążą opowiadanej historii, czyniąc z niej nieokreślony, niejednorodny bełkot. „Suspiria” (2018, Luca Guadagnino)

1983

Wszystko wskazywało na to, że pierwszy wyprodukowany w Polsce serial Netflixa będzie doskonałym, filmowym zwieńczeniem 2018 roku. Cztery świetne reżyserki pod dyrygenturą Agnieszki Holland, grono najbardziej rozchwytywanych polskich aktorów z Robertem Więckiewiczem na czele oraz wysoki budżet zagranicznego portalu streamingowego zwiastowały nie tylko sukces finansowy produkcji, ale także jej wysoką jakość artystyczną. Niestety utkany z Orwellowskich cytatów i nostalgii za zimno wojennym thrillerem scenariusz serialu okazał się nie tylko wtórny, ale także przeładowany wątkami. Kreowana przez tercet reżyserek dystopijna rzeczywistość komunistycznej Polski anno domini 2003 jest tylko sprawnie estetyzowaną wydmuszką dla niewymagających wielbicieli political ficiton. „1983” (2018, reż. Agnieszka Holland)