„Autsajder” (2018) reż. Adam Sikora

Ola Mamcarz: Na wstępie muszę powiedzieć, że trudno mi było stwierdzić jednoznacznie zaraz po seansie, czy film mi się podobał, czy nie. Przed przystąpieniem do dialogu potrzebowałam trochę czasu na przemyślenia.

Julia Machura: Zdecydowanie się zgadzam. Film było mi trudno ocenić od razu po wyjściu z kina, jednak już od pierwszych ujęć wiedziałam, że za wrażenia wizualnie nota będzie dosyć wysoka, w przeciwieństwie do oceny samej historii..

Ola Mamcarz: Faktycznie, od strony wizualnej film jest znakomity. Ujęcia są przemyślane, ale również zróżnicowane i niebezsensowne. Najbardziej zapamiętałam dużą ilość zbliżeń na twarze bohaterów. Te momenty były najbardziej emocjonujące. W szczególności scena w celi, kiedy mieliśmy zbliżenie na drugiego więźnia, który leżał na pryczy, jeżeli ten betonowy kloc można tak nazwać. Jego twarz była zatem ułożona poziomo, co w połączeniu z monologiem wywołało we mnie dyskomfort. Ale bardzo się z tego dyskomfortu cieszę, ponieważ ta scena była świetna.

Julia Machura: Właśnie ujęcia, sposób operowania kamerą wprowadzają bardzo intymną narrację, szczególnie widoczną w fantazyjnych, a może retrospekcyjnych sekwencjach, podczas których widzimy dziewczynę Franka, głównego bohatera, jego oczami. Subiektywna kamera pojawia się także w momentach, w których akcja nabiera tempa, co zdecydowanie pozwala widzowi odczuć panikę i niepokój bohatera. Miałam wrażenie, że oglądam horror, którego akcja dzieje się w starym zakładzie psychiatrycznym, a nie na milicji.

Ola Mamcarz: Pamiętam moment przesłuchania Franka, kiedy oglądamy całą sytuację jego oczami. Gdy jeden z milicjantów uderza głową Franka o stół, sama aż powiedziałam ciche „ała”. Podobnie jak w scenie u przesympatycznego dentysty, gdy miałam wrażenie jakby to mnie dotyczyło leczenie kanałowe. Wtedy to nawet Ty, Julia, odwracałaś wzrok. Znaczy, że uzyskano ten efekt obrzydzenia i dyskomfortu.

Julia Machura: Uzyskano zdecydowanie! Dodam jeszcze, że dużą rolę odegrało światło, które można potraktować nawet symbolicznie. W Pierwszej celi, w której znalazł się Franek, panowała ciemność, a bohater nie miał żadnych poglądów politycznych, nie obchodziło go realne życie, jak wspomniał na początku. Wraz z każdą kolejną celą, światło było coraz jaśniejsze, tak jakby bohater otworzył oczy na rzeczywistość.

Ola Mamcarz: Ciekawe spostrzeżenie. Zwłaszcza, że po buncie na spacerniaku, Franek został zamknięty ponownie w ciemnej celi. Przy okazji – w celi pojawił się szczur i bohater zdecydował się go zabić. Czy masz może pomysł, co to mogło oznaczać?

Julia Machura: Myślę, że to mógł być moment, w którym bohater przechodził próbę, bo trafił w miejsce, od którego zaczął, mógł zrezygnować z idei, które proponowali koledzy z celi. On trafił do więzienia z powodu pechowej znajomości, więc sam pobyt tam był przypadkiem, podczas gdy późniejsze zamknięcie w mrocznej celi było już karą za świadomą decyzję. Co do zabicia szczura nie jestem pewna symboliki tej sceny…

Ola Mamcarz: Długo o niej myślałam i mam pewien pomysł. A nawet dwa. Mój pierwszy pomysł to to, że szczur symbolizuje samego Franka. Życie szczura w celi, bez jedzenia, jest katorgą – tak jak życie Franka w kraju, w którym rządzi milicja. To jest moment, kiedy bohater przeżywa bardzo silne załamanie i może zabicie szczura miało oznaczać, że lepiej zginąć niż przystosowywać się do panującej władzy. Może fakt, że sam nie postanowił popełnić samobójstwa, pokazuje, że jest zbyt słaby psychicznie i woli potulnie robić, co mu każą. Jednak myślę, że zakończenie filmu pokazuje Franka jako osobę, która świadomie podjęła taką decyzję. Nie ze strachu. Może fakt, że nie popełnił samobójstwa to wynik współczucia – dla jego matki byłby to cios w samo serce. Natomiast mój drugi pomysł jest taki, że we Franku skumulowały się negatywne emocje i bezradność, ponieważ jego życie nie zależało od niego. Stąd też postanowił „zabawić się w Boga” i pozbawić życia inną istotę. Może żaden z moich pomysłów nie jest tym właściwym, ale z pewnością ta scena jest mocna i warta interpretacji.

Julia Machura: Mi się obie interpretacje bardzo podobają i myślę, że warto wziąć pod uwagę to, że akcja dzieje się na Śląsku. Sikora podjął się opowiedzenia historii o odnajdywaniu swojej tożsamości poprzez przemianę Franka, który jako młoda osoba żyjąca w okresie ważnych wydarzeń historycznych, czyli stanu wojennego i strajków w kopalniach, nie może pozostać obojętny. Myślę, że to dobry moment, żeby wspomnieć o głównym aktorze, który zdecydowanie podołał wyzwaniu.

Ola Mamcarz: Zgadzam się. Łukasz Sikora wykonał swoje zadanie bardzo dobrze. Nie „przeaktorzył”, ale też nie zanudził. I chyba to dobry moment, żeby wspomnieć o minusach filmu. Jednym z nich są dialogi. Czasami nie wierzyłam, że ktoś spojrzał na napisaną rozmowę w danej scenie i stwierdził „tak, genialne, bierzemy”. Postać dziewczyny Franka nie dość, że miała kwestie bez sensu, to w dodatku nie ograła ich jak trzeba. Frankowi też dostało się kilka wątpliwych kwestii, ale aktor udźwignął je i udało mu się jakoś z tego wybrnąć. Ale sama scena w nowym więzieniu i powitanie Franka przez „intelektualistów” – aż uroniłam łezkę ze śmiechu. Witamy w więzieniu, rozgość się. Herbatki?

Julia Machura: Dokładnie, miałam wątpliwości, czy trafił do więzienia, czy może domu spokojnej starości. Zgadzam się, że w niektórych momentach dialog pozostawia dużo do życzenia.

Ola Mamcarz: Mówiąc o absurdach – co sądzisz o fryzurze głównego bohatera?

Julia Machura: To może być jedno z moich życzeń, żeby każdy fryzjer był tak dobry jak ten z więzienia.

Ola Mamcarz: Dosłownie! Ja rozumiem, że to protagonista, że ma dobrze wyglądać w trailerze i na plakacie, ale w którym więzieniu byłaby to realna sytuacja, że każdego więźnia obcinają wręcz na łyso, a pana Franciszka modelują na celebrytę z okładki magazynu modowego. Paranoja.

Julia Machura: Jego wygląd był tak nienaganny jak zakończenie. Przemiana idealna, aż nazbyt. Trudno uwierzyć w aż tak idealne nawrócenie, ale kto powiedział, że cuda się nie zdarzają. Myślę, że jako całość film miał bardzo pozytywną wymowę, może trochę naiwną, ale w jakimś sensie rekompensatą był fakty, który zauważyła matka bohatera, że nie ma on przyjaciół i zakończenie wątku dramaturgicznego. Znalazłam w tym zakończeniu częściową satysfakcję, a ty?

Ola Mamcarz: Mi podobało się zakończenie, poprzez które, moim zdaniem, reżyser porusza ważną kwestię naszej tożsamości. Franek nie chciał nikomu nadepnąć na odcisk. Chciał robić to, co kocha i być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Niestety sytuacja w kraju zmusiła go do zmiany, i, co gorsza, zaakceptowania tego drugiego „siebie”. Przykre jest oglądać film, który mówi o tym jak łatwo było (i może nadal jest) nami pomiatać. Faktycznie, scenariusz momentami nie zachwyca, ale ogromną rekompensatą jest forma, dzięki której dobrze się wspomina ten film.

Julia Machura: Ja odniosłam wrażenie, że Frankowi dobrze jest z tym, kim się staje na koniec. Myślę, że przyczyniły się do tego jego świadome wybory. Przemiana z zobojętniałego artysty żyjącego w fikcyjnym świecie sztuki w upolitycznionego studenta psychologii, czyli kierunku, który jest nieodłącznie związany z drugim człowiekiem jest z pewnością dobrym podkreśleniem metamorfozy bohatera. Z tyłu głowy jednak mam taką myśl, że bohater zachowuje się trochę jakby przeszedł pranie mózgu. Może to ostateczne pozbycie się wszystkich sztalug, obrazów i narzędzi do malowania, a może słowa, które słyszy od przypadkowego urzędnika o tym, że cały czas szukamy swojej drogi sprawiły, że poczułam jakby Franek wpadł z jednej skrajności w drugą. Zgadzam się tu z Tobą, że forma jest dużym atutem ,,Autsajdera”, a historia mimo swoich niedociągnięć daje do myślenia i pozostaje wciąż aktualna.

Rozmawiały: Aleksandra Mamcarz, Julia Machura

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *