Brytyjski folk horror

Lars Von Trier w kontrowersyjnym „Antychryście” (2009) ustami bohaterki stwierdza, że „natura jest kościołem szatana”. Choć duński reżyser nie jest bezpośrednio związany z folk horrorem, przytoczone wcześniej słowa, idealnie wyrażają ideę przyświecającą wszystkim filmom tego podgatunku. Natura z jej odwiecznymi prawami i nieokiełznaną siłą pozostaje tym elementem rzeczywistości, nad którym człowiek nie roztoczył jeszcze pełni władzy, co w świecie zdominowanym przez racjonalną myśl, może stanowić silne źródło lęku.

Sam termin „folk horror” pojawił się dopiero w 2004 roku, gdy reżyser, Piers Haggard, w ten sposób określił swój film „Krew na szponach szatana” (1971). Film przedstawia załamanie wartości, przemoc i gwałt, a wiejska społeczność traci swoją niewinność i staje się świadkiem potworności. Haggard przyznał, że inspiracje czerpał z krajobrazów rodzinnych stron, zwłaszcza z pojawiających się w filmie ruin kościoła, będącego miejscem bestialskich rytuałów. Twierdził, że to naturalna sceneria wyzwala w bohaterach mroczne instynkty, a utrzymywane przez cały film niskie ustawienie kamery, dodatkowo podkreśla ich bliski związek z ziemią. Haggard zwrócił także uwagę na specyfikę okresu, w którym powstał jego film – wczesne lata 70., które sam określił jako czas ogólnego zainteresowania czarami, magią i wolną miłością.

Jednak termin „folk horror” zyskał na popularności dopiero w 2010 roku, gdy Mark Gatiss przywołał go na określenie kilku filmów w swojej dokumentalnej serii „Historia Horroru”. Najważniejsze filmy tego podgatunku, czyli „Pogromca czarownic” (1968, reż. Michael Reeves), wspominanie już „Krew na szponach szatana” i najbardziej reprezentatywny dla tego odłamu „Kult” (1973, reż. Robin Hardy), powstawały na przełomie lat 60. i 70., będąc odbiciem okresu kontrkultury, a także narastającego pesymizmu. Przedstawienie sił natury jako zagrażających i złowieszczych, można odczytywać jako echo rozczarowania filozofią hipisowska, wyrażającą chęć harmonijnego współistnienia człowieka i przyrody. Folk horror bazuje również na lękach związanych z przejściem społeczeństwa brytyjskiego z epoki agrarnej do industrialnej i postępującą w zawrotnym tempie urbanizacją. W XVIII wieku wskaźnik urbanizacji wzrósł o ponad 50%, a dziś jedynie ok. 10% brytyjskiej populacji żyje na wsi . To przejście sprawiło, że prowincja stała się nagle obcą przestrzenią, czymś nieznanym i nierozumianym.

„Kult” (1973)

Nie bez przyczyny najbardziej charakterystycznym obrazem powracającym w folk horrorach jest wizja głuchych, wiejskich pustkowi. W swojej książce „Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie” Piotr Kowalski stwierdza, że „Wszelkie pustkowie odwzorowywuje obszar Śmierci”. Dzieje się to poprzez odwrotność do zorganizowanego świata ludzi, w którym przestrzeń ma swoje granice i kształt – „obszar śmierci” cechuje zaś chaos i brak jasno określonych form . Filmy eksplorują te lęki poprzez powracający motyw przybysza z zewnątrz, z metropolii, wkraczającego w wyizolowaną, żyjącą w bliskich związkach z naturą społeczność. Środowiska te zdają się być odporne na wpływy nowoczesności, a prowincja staje się przystanią dla starych, plemiennych rytuałów.

Bliskie związki bohaterów z otaczającą ich przyrodą skutkują odwróceniem się od praw ustanowionych przez instytucje, a miejsce moralności, opartej na chrześcijańskiej ideologii, zajmuje pierwotny zew. Pojawiające się w dziełach paranormalne siły: szatan, wiedźmy, pogańskie bóstwa, stanowią jedynie pretekst do zdemaskowania okrutnej natury ludzkiej. Największym potworem okazuje się zwykle człowiek wyzwolony z kulturowego gorsetu, poddany działaniu swych organicznych instynktów. Najlepszy przykład stanowi „Pogromca czarownic”, w którym zabójstwa osób oskarżonych o czary, wydają się wynikać nie z chęci egzekwowania przez bohatera prawa boskiego, lecz z jego atawistycznej chęci mordu.

„Pogromca czarownic” (1968)

Folk horror jest miejscem starcia kontrastujących światopoglądów: racjonalistycznego i nieracjonalnego, a także ortodoksyjnego, często purytańskiego chrześcijaństwa i nieokiełznanego pogaństwa. Postępujące w latach 60. i 70. odchodzenie społeczeństwa od kościoła oraz szukanie alternatywnych do chrześcijańskiej form religijności, objawia się w prezentowanych w filmach postaciach wierzącej w Chrystusa jednostki, zestawionej z silniejszą pogańską/satanistyczna zbiorowością. Ascetyczny chrześcijański bohater jest zazwyczaj osamotniony i niepewny, podczas gdy jego przeciwnicy panują nad sytuacją. Najlepiej wyraża to finał „Kultu”, w którym mający stać się obrzędową ofiarą bohater, przejmująco i rozpaczliwie przyzywa Boga, doskonale zdając sobie sprawę, że ten nie przyjdzie mu z pomocą, a pogańską społeczność dopełni swojego rytuału, poświęcając go pradawnym bóstwom. Wizja zinstytucjonalizowanej wiary, przegrywającej z niepoznanymi silami jest głęboko zatrważająca. Czyżby Bóg stworzywszy świat, pozostawił bezbronnego człowieka na pastwę natury i jej mrocznych wpływów? Czemu milczy, gdy wyzwolone pierwotne instynkty sieją zniszczenie? Odpowiedzi, których dostarcza folk horror, nie pozostawiają większej nadziei.

Zarówno w „Kulcie”, jak i „Krwi na szponach szatana” powraca motyw zmysłowej blondynki kuszącej kolejno przedstawiciela policji i księdza. W folk horrorach śmierć, przemoc i sfera seksualności są ściśle powiązane, np. w „Kulcie” bohater stanowi idealną ofiarę częściowo przez swoje dziewictwo. Erotyka staje się także medium, poprzez które mogą operować mroczne siły – elementem demonicznych ceremonii jest gwałt lub tak, jak np. w „Córce dla diabła” (1976, reż. Peter Sykes) – orgia. Co ciekawe, w większości filmów złe moce działają za sprawą młodych, atrakcyjnych kobiet. Być może reżyserzy wymienionych w tej pracy folk horrorów (wyłącznie mężczyźni) odczuwali pewien podświadomy lęk przed kobiecą seksualnością, wyzwoloną z sztywnego kulturowego gorsetu? Może to też być wyrazem romantyczno-mistycznej wizji kobiety, która przez swoją zdolność dawania życia, pozostaje w ścisłym związku z odradzającą się naturą. Czyżby obawiano się, że wraz z tą mocą ma ona też umiejętność jego odbierania? W obydwu przypadkach pojawia się szowinistyczne przekonanie, że kobietami kieruje pewien pierwotny zew. Nie da się go zracjonalizować, zrozumieć i należy się go obawiać. Radosna, wyzwolona kobieca seksualność jawi się jako destrukcyjna siła, która musi zostać stłumiona.

Mniej więcej od początku drugiej dekady XXI wieku brytyjski folk horror zdaje się przeżywać swoisty renesans. Wiąże się on z osobą reżysera i scenarzysty Bena Wheatleya autora „A field in England” (2013) oraz „Listy płatnych zleceń” (2011). Filmy te stanowią rodzaj psychodelicznych baśni ukazujących, że w świecie przyrody operują pierwotne siły starsze niż chrześcijaństwo lub jakiekolwiek znane nam bóstwo. Wbrew temu, czego moglibyśmy oczekiwać, filmowe wizje powrotu do natury nie są sielankowe i przepełnione nostalgią. Z jednej strony współczesny człowiek, władca racjonalnej myśli, woli nie pamiętać, że jest także biologiczną, znikomą materią rządzoną naturalnymi odruchami, z drugiej strony trwanie i odwieczność przyrody boleśnie mu o tym przypominają.

„Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii” (2015)

Najbardziej znanym przykładem współczesnego folk horroru jest pochodząca z 2015 roku „Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii” (reż. Robert Eggers). Film zawiera w sobie motywy znane z klasycznych przedstawicieli podgatunku: pojawia się w nim wyizolowana, żyjąca w dzikiej głuszy rodzina o purytańskim charakterze, której rozpad i śmierć kolejnych członków powodowana jest działającymi wokół satanistycznymi siłami. Zakończenie filmu stanowi jednak przełamanie schematu: młoda, piękna blondynka nie staja się ofiarą diabla, lecz podpisuje z nim pakt, stając się częścią sabatu czarownic. Ślepa chrześcijańska wiara i modlitwy ponownie ukazane zostają jako bezużyteczne, podczas gdy szatan (klasycznie pod postacią czarnego kozła) oferuje bohaterce „słodkie życie”.

Według Georga Moora, brytyjskiego reżysera i scenarzysty, twórcy krótkometrażowego folk horroru „The Hunter” (2017), podgatunek ten wyraża ogólną tęsknotę współczesnej kultury za mitem. Wiąże się ona z pragnieniem zakładającym, że w przyrodzie istnieje coś odwiecznego, coś co wykracza poza to, co zwykle widzimy. Filmy oferują ciągłość – połączenie z przerażającą lecz uromantycznioną wizją wiejskiej przeszłości . Folk horror daje świadectwo, że w człowieku istnieje podskórne przekonanie, iż mimo całego technologicznego rozwoju wciąż nie jest panem natury, a jedynie jej gościem. Obawa przed światem, którego do końca nie rozumiemy, i demonicznymi siłami w nim operującymi może też dawać pewną nadzieję – czyżby człowiek jednak miał duszę, którą można zawładnąć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *