„Con Air – Lot skazańców” (1997), reż. Simon West

1997 rok – do kin wchodzi „Titanic” Jamesa Camerona, który wkrótce jako pierwszy film w historii przekroczy granicę miliarda dolarów, a „Zaginiony Świat: Jurassic Park” Stevena Spielberga i „Faceci w czerni” Barry’ego Sonnenfelda pobijają weekendowe rekordy oglądalności w amerykańskich kinach. W cieniu ogromnych sukcesów kasowych tych blockbusterów przemknął „Con Air – Lot skazańców” – film akcji przyjęty dość chłodno przez krytykę, a który w box office’owej batalii przegrał z „Batmanem i Robinem”.

„Osada” (2004), reż. M. Night Shyamalan

Kiedy w 2004 roku Manoj Shyamalan nakręcił „Osadę”, zarówno ze strony publiczności, jak i krytyki pojawiło się wiele opinii, że jest to „początek końca” indyjskiego reżysera. Kevin Thomas z „Los Angeles Times” nazwał film „nużącym, zamiast prowokującego i tak nieprzekonującym, że aż niedorzecznym”, a Desson Thomson z Washington Post stwierdził, iż „w przeważającej części film jest oszałamiającym rozczarowaniem”.

„Król Artur: Legenda miecza” (2017), reż. G. Ritchie

Guy Ritchie, kiedyś ikona współczesnego kina gangsterskiego dzięki „Porachunkom” (1998) i „Przekrętowi” (2000), ostatnio nie ma dobrej passy – zarówno u krytyki jaki i widowni. „Kryptonim U.N.C.L.E.” (2015) był przyjęty jeszcze z lekką aprobatą, ale „Król Artur: Legenda miecza” (2017) został zmiażdżony jednocześnie przez recenzentów (31% [nie]świeżości na Rotten Tomatoes i średnia ocena 41 na Metacritic), jak i widzów (tylko trochę ponad 148 mln. dolarów przychodu przy budżecie 175 mln).

„Duma i uprzedzenie, i zombie” (2016), reż. Burr Steers

Adaptacja książki będącej kombinacją powieści Jane Austen i opowieści o ataku zombie nie zawojowała ani krytyki, ani publiczności. Tymczasem film ten wydaje się być idealnym remedium na utarte konwencje. Chociaż pozytywne opinie na temat tego dzieła pojawiły się tu i ówdzie, to jednak druzgocąca większość była nieprzychylna. Pisano o stanie nudy wywołanym seansem oraz o chaotycznej narracji. Brak zainteresowania ze strony publiczności dołożył do tego swoją cegiełkę.

„Mumia” (1999), reż. Stephen Sommers

Kiedy film Stephena Sommersa „Mumia” ujrzał światło dzienne w 1999 roku, opinie krytyków i krytyczek były podzielone. Obecnie w serwisie filmowym Rotten Tomatoes dzieło to ma jedynie 58%, co umieszcza je w kategorii „niezdatnego do spożycia”. Oprócz tego „Mumia” zdobyła zaledwie dwie nagrody – Saturna za charakteryzację i statuetkę BMI za muzykę. Samych nominacji też nie było zbyt wiele. Czy sprawiedliwie? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

„Hulk” (2003), reż. Ang Lee

„Hulk” to amerykański fantastycznonaukowy film akcji w reżyserii Anga Lee. Powstał na podstawie komiksu o fikcyjnym superbohaterze wydanym przez Marvel Comics. Reżyser chciał zrobić kolejną ekranizację o wielkim zielonym osiłku z dodatkową głębią psychologiczną oraz nowym polotem artystycznym. Widzowie jednak nie docenili jego wkładu w odświeżenie opowieści, a sam film sprzedał się słabo.

Better with time or cherry wine – „Zakazana miłość” (1986) reż. Prince

W 2009 roku Prince wydał potrójny album „Lotusflow3r”, na którym można odnaleźć utwór „Better with time” zadedykowany Kristin Scott-Thomas. Aktorce czas służy, nie da się ukryć. Prince był pod wrażeniem jej uroku, tak jak dwadzieścia lat wcześniej, gdy zatrudnił ją do swojego filmu „Zakazana miłość” (1986), który swoją drogą też jest better with time (lub with wine).

„Vlažnost” (2016), reż. Nikola Ljuca

Oglądanie filmów na festiwalach jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi” – powiedziałby zapewne Forrest Gump, gdyby zdarzyło mu się trafić na jakąkolwiek imprezę filmową w Cannes, Wenecji, czy też Berlinie. Właśnie w tym ostatnim miejscu w 2016 roku zupełnie przypadkowo napotkałem utwór o nic niemówiącym mi tytule – „Vlažnost”.

„Oldboy. Zemsta jest cierpliwa” (2013), reż. Spike Lee

Film w reżyserii Spike’a Lee z 2013 roku jest swego rodzaju remakiem, a także próbą przeniesienia na grunt amerykański filmu „Oldboy” z 2003 w reżyserii Chan-wook Parka. Obydwa dzieła opowiadają tę samą historię: mężczyzna po wielu latach więzienia musi wytłumaczyć sobie i oprawcy, dlaczego został uwięziony i z jakiego powodu wyszedł na wolność. Koreański oryginał okazał się sukcesem, bardzo dobrze przyjętym przez krytykę oraz publiczność. Jednakże, amerykańska wersja filmu nie przypadła do gustu wielu osobom. Główna fala krytyki spadła na Lee za to, że złagodził elementy pojawiające się u Parka i zmienił w znacznym stopniu fabułę dzieła.

Pod mocnym ogórem – „Narodziny gwiazdy” (1976) reż. Frank Pierson

„Barbra Streisand jest osobą adorującą tylko i wyłącznie Barbrę Streisand. Robi z siebie nowe bóstwo, mając nos, jak ogórek” – ćwiartował Zygmunt Kałużyński w „Perłach z lamusa”. Nawet jej „nosiciele” dmuchali, że trzeciej odsłonie „Narodzin gwiazdy” (1976, reż. Frank Pierson) wybacza się tylko wtedy, gdy Barbra refunduje mezzosopran, przemalować zdolny Kaplicę Sykstyńską.

O rozczochranych włosach i przemocy bez upiększeń: „The Rover” (2014) Davida Michôda

David Michôd zadebiutował w 2010 roku „Królestwem zwierząt” – przejmującą historią zagubionego chłopaka i jego bandyckiej rodziny – które podbiło serca krytyków. Jego kolejne dzieło, „The Rover”, nie spotkało się już z tak aprobatywnym przyjęciem recenzentów i publiczności. W Polsce film miał jeszcze bardziej pod górkę – nie doczekawszy się kinowej premiery, praktycznie utracił szansę na zdobycie uznania widowni.