„Czarne bractwo. BlacKkKlansman” (2018) reż. Spike Lee

Justyna Miodońska: Widziałaś już najnowszy „Czarne bractwo. BlacKkKlansman” (2018) w reżyserii Spike’a Lee? Co o nim myślisz?

Olga Trembach: Szczerze mówiąc, nie jestem zwolenniczką filmów na taki temat, ale ten zrobił na mnie dobre wrażenie. Problem czarnoskórych ludzi w Ameryce stał się mi bliższy – efekt potęguje fakt, że film został nakręcony na podstawie autentycznych wydarzeń – inspiracją do stworzenia postaci głównego bohatera była autentyczna historia Rona Stallwortha, który jako pierwszy „czarny” w latach siedemdziesiątych otrzymał legitymację członkowską KkK. Co więcej – bardzo poruszyły mnie fragmenty dokumentalne wyświetlone pod koniec filmu. Ciekawa jestem natomiast, czy obecna sytuacja polityczna w Ameryce ma na Ciebie jakiś wpływ?

Justyna Miodońska: Temat problemów Afroamerykanów nie jest mi obojętny. Zanim obejrzałam film Spike’a Lee miałam świadomość tego, co wydarzyło się w roku 2017 w Charlottesville w stanie Wirginia, kiedy podczas demonstracji przeciwko rasizmowi paradoksalnie to właśnie „biała” aktywistka Heather Heyer poniosła śmierć – jeden z napastników, znajdujący się wówczas pod wpływem ideologii neonazistowskiej, wjechał w nią samochodem… śmierć dziewczyny wstrząsnęła światem i stała się symbolem rodzimego terroryzmu. Jednak to dopiero połączenie fragmentów historii tragicznie zmarłej Heather z pełnometrażową narracją Lee uzupełniło moją wiedzę o szerszy kontekst, znacząco podbijając znaczenie tego wydarzenia dla mnie w opozycji do suchych faktów, które wcześniej przyswoiłam.

Olga Trembach: I to właśnie chyba z tego powodu film miał tak dobry odbiór na premierze w Cannes…

Justyna Miodońska: Zdecydowanie tak! Otrzymał przecież nagrodę Grand Prix Festiwalu za najlepszy film, pomimo iż konstrukcja narracyjna „Czarnego bractwa…” nie jest szczególnie wybitna…

Olga Trembach: Nie zastanawiałam się nad tym, ale masz rację – to klasyczna trójaktowa kompozycja – z tego powodu film jest bardzo przewidywalny, a każdy wątek na dodatek kończy się happy endem

Justyna Miodońska: Myślę, że nie przypadkowo są to właśnie szczęśliwe zakończenia – być może to trochę naiwna, jednak silna i szczera wiara reżysera w to, że sytuacja Afroamerykanów ma szansę na znaczną poprawę – pomimo faktu, że problem jest w dalszym ciągu realny i stanowi poważne zagrożenie.

Olga Trembach: Wygląda na to, że Spike Lee chciał spełnić „Martin Luter King’s dream”…, ale pomijając kwestię samej narracji filmu, to muzyka autorstwa Terence’a Blancharda jest niesamowita!

Justyna Miodońska: Tak… jednak z przykrością muszę stwierdzić, że w większości przypadków jego muzyka miała wyłącznie charakter ilustracyjny – nie była niestety nośnikiem emocjonalnym w filmie – uważam to za duży minus. Podobnie jest z pracą kamery – styl twórców i wybrane przez nich środki formalne wydają się przezroczyste, niewidoczne. Całość uwagi widza zostaje skupiona wyłącznie na treści.

Olga Trembach: Krótko mówiąc. akcent był postawiony na „co”, a nie „jak”…

Justyna Miodońska: Co więcej, ten film był dosłownie czarno–biały. Lee kreuje jednowymiarowe postaci: inteligentnych „czarnych” oraz prymitywnych „białych” – taka stronniczość jest po prostu niesprawiedliwa!

Olga Trembach: O tak, też to zauważyłam – protagonista, który jest czarnoskóry i „biały” antagonista to stereotypowe i przerysowane postaci na prostej zasadzie dobry kontra zły. W tej sytuacji widz jest automatycznie zmuszany do sympatyzowania z tym pierwszym i do nielubienia tego drugiego.

Justyna Miodońska: Czasem ten kontrast jest zbyt nachalny i zaczyna irytować w trakcie oglądania filmu. Osobiście byłam zmęczona tendencyjnością zachowań na ekranie, którą przedstawił reżyser.

Olga Trembach: No dobrze…, a co według Ciebie jest mocną stroną tego filmu?

Justyna Miodońska: Niewiele… „BlacKkKlansman” jest bardzo dobrze zagrany, jednak żadna z postaci nie zapisuje się szczególnie w pamięci. Myślisz podobnie?

Olga Trembach: Wiesz… są takie filmy, o których jeszcze długo myślisz po ich projekcji, zostawiają ślad w Twojej pamięci. Tak było ze mną po „Requiem dla snu”. Natomiast w przypadku „BlacKkKlansman” nic takiego nie miało miejsca… po prostu miałam wrażenie, że zobaczyłam dobry film, w sensie taki, który nosi w sobie dobrą ideę, jednak siła jej oddziaływania jest znikoma…

Justyna Miodońska: Zdecydowanie tak. To przykre, że w obliczu tak ważnego międzynarodowego tematu Spike Lee ostatecznie rozczarowuje – a nie powinien.

Rozmawiały: Olga Trembach, Justyna Miodońska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *