„Duma i uprzedzenie, i zombie” (2016), reż. Burr Steers

Adaptacja książki będącej kombinacją powieści Jane Austen i opowieści o ataku zombie nie zawojowała ani krytyki, ani publiczności. Tymczasem film ten wydaje się być idealnym remedium na utarte konwencje. Chociaż pozytywne opinie na temat tego dzieła pojawiły się tu i ówdzie, to jednak druzgocąca większość była nieprzychylna. Pisano o stanie nudy wywołanym seansem oraz o chaotycznej narracji. Brak zainteresowania ze strony publiczności dołożył do tego swoją cegiełkę.

Zarzuty dotyczące narracji bezzasadne nie są, ale czy na pewno w tym przypadku logika opowiadania psuje przyjemność oglądania? Film, łączący w sobie poetykę kostiumowej adaptacji i horroru o nieumarłych, doskonale wpisuje się w postmodernistyczną estetykę. Rzecz jasna, „Duma i uprzedzenie, i zombie” opiera się na tekście literackim, jednak filmowe środki wyrazu sprawiają, że w efekcie na ekranie widzimy utwór autonomiczny. Gra prowadzona z widzem, może go w pełni usatysfakcjonować. Chwyty podkreślające filmowość świata przedstawionego zdają się komunikować: „widzu, baw się tym, co oglądasz”. Wprawne oko rozpozna lokacje, a nawet sceny, których inscenizacje zostały niemal skopiowane z poprzednich ekranizacji „Dumy i uprzedzenia”. Bohaterowie są przerysowani, dialogi wyraźnie parodiują te oryginalne. Zaangażowanie bohaterów w życie towarzyskie i umiejętność skupienia się na rozrywkach, gdy w okolicy grasują hordy zombie, dają efekt komiczny. Znaczące jest też samo zestawienie opowieści przynależącej do tzw. klasyki z elementami filmu grozy – ta pierwsza może uchodzić za przejaw kultury wysokiej, z kolei wygłodniałe zombie kojarzą się raczej z rejonami kultury niskiej. Tak naprawdę nie mamy do czynienia z kolejnym filmem kostiumowym, ale ze swoistym burzeniem muru konwencji, który otacza ekranizacje dzieł Austen.

Wartością filmu jest również wyraźny akcent feministyczny. W powieściach Austen bohaterki miały własne zdanie i nie bały się wygłaszania opinii, ale nie mamy raczej złudzeń co do ich nieograniczonej wolności w stanie małżeńskim. Główna bohaterka filmu, co prawda, w finale i tak kończy na ślubnym kobiercu, ale jej umiejętności i dokonania sprawiają, że Elizabeth jest raczej partnerką niż podporządkowaną żoną pana Darcy’ego. Interesująca jest także postać lady Catherine de Bourgh. Nie jest ona w żadnym wypadku potulną przedstawicielką płci pięknej, przesiadującą na szezlongu. To wielka wojowniczka, dzierżąca w swoim ręku ogromną władzę i wzbudzająca postrach. W dziewiętnastowiecznej Anglii opanowanej przez zombie kobieta może znaczyć równie wiele, co mężczyzna. Czasem zyskuje nawet nad nim przewagę.

„Duma i uprzedzenie, i zombie” to naprawdę cenny pierwiastek kinematograficznego uniwersum. Jest wytchnieniem od pewnego utrwalonego porządku, a czyż nie tego nam właśnie potrzeba?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *