Irlandzkie świecidełka, czyli produkcje studia Cartoon Saloon

Wszyscy, którzy okazują zainteresowanie animacją, wymieniają Disneya, Pixara bądź Dreamworks, lub – gdy chcą popisać się znajomością tematu – Sony Pictures Animation czy Illumination, a jeśli planują wyjść poza granice Stanów Zjednoczonych i poczuć się bardziej światowo, do zestawienia dorzucają jeszcze Studio Ghibli. Niby nie ma w tym nic zadziwiającego, to właśnie filmy tych studiów królują na corocznych listach nominacji dla najlepszej animacji długometrażowej, choć po zwycięską statuetkę prawie zawsze wyciągają ręce Disney lub Pixar. Z drugiej strony ograniczenie się do śledzenia tylko kilku najsilniejszych graczy zamyka oczy na innych, równie ciekawych, albo nawet ciekawszych, bo pozwalających sobie na większą swobodę artystyczną i zabawę stylem.

Przyjrzyjmy się przykładowo irlandzkiemu studiu Cartoon Saloon. Założone w 1999 roku, zajmuje się produkcją seriali oraz długo- i krótkometrażowych animacji, które wyróżniają się charakterystyczną estetyką, czerpiącą inspiracje między innymi z celtyckiego folkloru, co przekłada się na ich unikalny wizualny styl. W połączeniu z wykorzystaniem baśni, legend czy podań, obraz we wspomnianych filmach tworzy nastrój nadnaturalności i swoistej fantastyki, jednocześnie popularyzując w przystępnej formie elementy folkloru niekoniecznie znanego szerszej publiczności.

(Sekret księgi z Kells, 2009, reż. T. Moore, N. Twomey)

Taką tendencję najsilniej widać w dwóch pierwszych pełnometrażowych filmach studia. „Sekret księgi z Kells” (2009, reż. T. Moore, N. Twomey) opowiada o losach chłopca pomagającego w iluminowaniu tytułowej książki. Istniejący w realnym świecie manuskrypt stał się zarówno podstawą dla fabuły filmu, jak i główną inspiracją w tworzeniu jego warstwy wizualnej. Postaci z „Sekretu…” wyglądają jak żywcem wyjęte z prac średniowiecznych iluminatorów – pokolorowane płaskimi barwami poruszają się często w zaburzonej perspektywie. Pociesznych mnichów można rozpoznać po ich indywidualnych kształtach, a kryją się oni w opactwie – w którego centrum stoi komicznie wysoka i tykowata wieża – otoczonym murem mającym zapewnić im bezpieczeństwo. Za nim rośnie tylko mistyczny las, symbolizujący wierzenia przedchrześcijańskie. Okazuje się jednak, że dopiero połączenie elementów z tych dwóch miejsc (oko pogańskiego potwora, atrament robiony z jagód rosnących w zaczarowanym lesie i nowotestamentowa wiedza mnichów) pozwala na stworzenie zachwycającej Księgi, a wybór animacji 2D, by ją pokazać, wydaje się najlepszym sposobem na dosłownie ożywienie materiału źródłowego.

Kilka wersji genezy powstania Księgi pozwala włączyć ją w niedookreślony czas akcji w filmie i podkreśla fantastyczny wydźwięk całości. Na dokładkę w tle opowieści o dorastaniu młodego bohatera do odpowiedzialności przewija się czyste zniszczenie w postaci odczłowieczonych wikingów, zostawiających po sobie jedynie ogień i ruiny, ale skrupulatnie kolekcjonujących wszystko, co świeci się jak złoto. Zło pokazane za pośrednictwem wysoce wystylizowanej animacji uderza mocniej niż niejedna scena aktorska ze sztuczną krwią czy hiperrealistyczny spektakl. Ocalenie Księgi, dającej nadzieję na lepsze czasy, staje się więc priorytetem.

W podobnym baśniowym klimacie utrzymane zostają również „Sekrety morza” (2014, reż. T. Moore). Główną inspiracją stały się dla twórców ludowe wierzenia o selkie, obecne przede wszystkim w baśniach. Słowo selkie oznacza zmiennokształtną kobietę (lub mężczyznę!), potrafiącą odrzucić skórę foki i mogącą przemienić się tym samym w człowieka. Podania o tej postaci zwykle opowiadają o kobiecie będącą selkie, która poślubia człowieka, ale z powodu tęsknoty za morzem w pewnym momencie go opuszcza i nigdy nie wraca. Podobnie dzieje się we wspomnianym filmie. Matka dwójki dzieci odchodzi nagle od swojego potomstwa i męża, zostawiając za sobą pustkę w rodzinie. Komplikacja polega na tym, że jej córka, Sirsza, odziedziczyła zmiennokształtne zdolności i nieustannie kieruje swe kroki ku morzu. Aby zapobiec utracie kolejnej ukochanej osoby, ojciec rodziny wysyła dzieci do miasta z dala od wody, a na synu, Benie – obwiniającym zresztą siostrę za stratę matki – spoczywa odpowiedzialność zajęcia się Sirszą. Moce dziewczynki nie pozwalają jej przebywać zbyt długo w oddaleniu od morza, więc rodzeństwo wyrusza w podróż powrotną do domu, spotykając po drodze inne postacie z lokalnego folkloru, a przy okazji zacieśniając więzi rodzinne i ucząc się akceptowania swoich uczuć zamiast ich przemilczania. Irlandzki folklor wpływa nie tylko na warstwę wizualną filmu, ale również muzyczną. „Sekrety morza” sięgają między innymi do folkowej piosenki o tytule „Dúlamán”, odnoszącej się do praktyki zbierania wodorostów wykorzystywanych jako jedzenie w czasach głodu. Mimo to jej melodia jest raczej pogodna i skoczna, co ochoczo wykorzystują bohaterowie opowieści.

(Sekrety morza, 2014, reż. T. Moore)

Trzeci i do tej pory ostatni film pełnometrażowy studia, „Żywiciel” (2017, reż. N. Twomey), przenosi akcję w inną część świata, bo aż do Afganistanu, kontrolowanego przez Talibów. Jest to znowu opowieść o dorastaniu dziecięcego bohatera, wrzucona jednak w bardziej współczesne ramy, które pozornie wydają się zaprzeczać baśniowości. Jedenastoletnia Parvana po aresztowaniu ojca musi przyjąć przebranie chłopca, aby podjąć pracę i utrzymać rodzinę w świecie, gdzie kobiety mają prawa ograniczone właściwie do zera. Prosty sposób narysowania postaci i pełnia kolorów kontrastują z przemocą obecną w filmie, ale nie umniejszają jej, lecz – podobnie jak w scenach ataku wikingów w „Sekrecie księgi z Kells” – wręcz ją wzmacniają. W odróżnieniu od pierwszego filmu Cartoon Saloon, w „Żywicielu” motyw baśni z jednej strony odgrywa funkcję eskapistyczną, z drugiej pomaga bohaterce zmierzyć się z traumą. Estetycznie skomponowane kadry służą opowiadaniu dramatycznej historii pełnej społecznych odniesień. Warto wspomnieć, że podstawą do powstania filmu była książka kierowana przede wszystkim do dziecięcego czytelnika, znana pod tym samym tytułem i napisana przez Deborah Ellis w 2000 roku. Aby zebrać materiał, autorka spędziła kilka miesięcy w obozach dla uchodźców w Pakistanie, rozmawiając z przebywającymi tam kobietami o ich przeżyciach. Dowiedziała się wtedy o dziewczynach przebierających się za chłopców w celu wspierania rodziny pod reżimem Talibów, co stało się podstawą historii Parvany – fikcyjnej, ale jakże mocno zakorzenionej w rzeczywistości. Ostatecznie „Żywiciel” stał się opowieścią o kobietach stworzoną przez kobiety: autorkę książki Deborah Ellis, reżyserkę Norę Twomey i producentkę Angelinę Jolie, lecz nie oznacza to jednak, że jest to film tylko dla kobiet.

Czerpanie z elementów folkloru, sięganie do konwencji baśni i balansowanie na granicy fantastyki oraz wybór dziecięcego bohatera stojącego u progu przyspieszonej dorosłości to cechy wspólne dotychczasowych pełnometrażowych produkcji Cartoon Saloon. Można się ich również dopatrzeć w animacjach krótkometrażowych, choć niezupełnie w tak dużej ilości. „From Darkness” (2002, reż. N. Twomey) wykorzystuje inuicką baśń o rybaku zapuszczającym się z głodu na nieznane wody. Zamiast ryb odkrywa on jednak szkielet kobiety utopionej przez okrutnego ojca, ale – jak to tradycyjnie w baśniach – rzeczy nie zawsze są takie, jakimi się wydają. „Cúilín Dualach” (2005, reż. N. Twomey) podejmuje nieco groteskowy temat i opowiada o chłopcu urodzonym z głową obróconą do tyłu zamiast do przodu, postanawiającym rozpocząć karierę pływaka. „Old Fangs” (2009, reż. A. Merigeau) to konfrontacja nastoletniego zantropomorfizowanego wilka z ojcem będącym kwintesencją Wielkiego Złego Wilka, który z pewnością utrudniał życie nie tylko Czerwonemu Kapturkowi. Akcja „Somewhere Down The Line” (2014, reż. J. Regnard) toczy się na pustej drodze biegnącej przez równie pusty krajobraz i pokazuje kolejne etapy życia bohatera. „Ledge End of Phil. (from accounting)” (2014, reż. P. Ó Muiris) koncentruje się na tytułowym bohaterze, który zupełnie przypadkowo znajduje się pewnego dnia po zewnętrznej stronie parapetu w swoim biurze i uświadamia sobie swój pracoholizm. Wreszcie „Late afternoon” (2017, reż. L. Bagnall) pokazuje proces przypominania sobie o swoim życiu przez staruszkę cierpiącą na demencję. W filmach krótkometrażowych studia widać nieco większą wizualną różnorodność i styl poszczególnych twórców. Stają się one polem do eksperymentów artystycznych, które niekoniecznie sprawdziłyby się w długim metrażu. Większość z nich, korzystając z ograniczonego dialogu, skupia się na opowiadaniu przede wszystkim obrazem.

(Old Fangs, 2009, reż. A. Merigeau)

Do innych aktywności Cartoon Saloon należą krótkie filmiki, realizowane we współpracy z innymi podmiotami, mające na celu popularyzowanie irlandzkiej kultury, a konkretniej muzyki folkowej. Można zaliczyć do nich serie „Cúl an Tí” czy „Anam na Amhráin”. Studio pracuje również nad dwoma kolejnymi produkcjami. Pierwsza z nich, „Wolfwalkers”, znów umiejscawia akcję w Irlandii i skupia się na magicznym aspekcie świata. Druga, „My Father’s Dragon”, zapowiedziana została na 2021 rok dla platformy Netflix. W obu odzywają się ulubione motywy Cartoon Saloon, pozostaje więc czekać na kolejne odsłony magicznych światów. Z pewnością proponowana w produkcjach studia estetyka daje przyjemną odskocznię od mainstreamowych animacji, które w ostatnich latach korzystają z bliźniaczo podobnej oprawy wizualnej dzięki wykorzystywaniu techniki 3D. Przy tej tendencji powrót do 2D działa odświeżająco i – przynajmniej w teorii – zwraca uwagę widza na film, który wygląda nieco inaczej niż produkcje Disneya lub Pixara. Dodatkowym atutem stają się również folkowe odniesienia, które, wydaje się, zyskują coraz większą popularność w różnych dziedzinach artystycznych wyrazów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *