Kanonizacja „Romy” (2018)

Barbara Marmuszewska: Proces kanonizacyjny w kościele katolickim rozpoczyna się pięć lat po śmierci osoby, która ma zostać przyjęta w poczet świętych. Przekładając to na grunt filmowy – czy powinno się od razu orzekać o jakimkolwiek filmie, że jest godnym kultu, czyli jest arcydziełem? Czy nie powinno się odczekać tych – dajmy na to – pięciu lat, zanim zdecydujemy, że „Roma” nadal cieszy się opinią świętości i powinna taki status zyskać?

Natalia Ryba: Wydaje mi się, że masz rację. Za szybko publiczność się tym filmem zachłysnęła, ale z drugiej strony lepiej, że zachwyciła się „Romą” niż kompletnym badziewiem. Czytałam na przykład, że „Narodziny gwiazdy” (2018) to przełom w melodramacie – jaki to przełom? Żaden. Nie wiem natomiast, jaki konkretny okres należałoby odczekać, i jakie kryteria wprowadzić, by określić, że dany film jest arcydziełem. Nie wiem też, kto by miał o tym decydować…

Barbara Marmuszewska: No właśnie, to też jest pytanie – kto ma do tego prawo? Czy jeśli Tomasz Raczek powie, że „Roma” jest arcydziełem i cała Polska stwierdzi, że to prawda objawiona i nie obrazimy się, jak wygra z „Zimną wojną” (2018), czy też każdy może wewnętrznie sam dokonać wyboru? Ja bym była za drugą opcją, ale jednocześnie to jest trochę falstart – tak szybko nadaje się wysoką rangę filmowi, który być może jeszcze do tego nie dojrzał.

Natalia Ryba: Ale z drugiej strony nie da się tego powstrzymać. Jeżeli film się podoba i odbija się szerokim echem, to publiczność dzieli się swoją opinią – w tym przypadku, że „Roma” to arcydzieło. Taka opinia się potem mnoży i nie ma sensu jej sztucznie zatrzymywać. Nie uważam też, że Oscary lub Złote Globy powinny okrzykiwać dany film arcydziełem, stawać się gwarancją jakości, ponieważ one są omylne. Bardziej to, czy widzowie wychodzą z jakąś głębszą refleksję po seansie. Nie wychodzą nijacy – tacy, jak przyszli – tylko, czy ten film w nich zostaje. Myślę, że to określa film dobry, ale czy arcydzieło…?

Barbara Marmuszewska: A czym dla Ciebie osobiście byłoby arcydzieło filmowe?

Natalia Ryba: Kiedy oglądasz film po raz piąty i za każdym razem odnajdujesz w nim coś nowego. Jednocześnie wszystko w nim jest na dobrym poziomie – scenariusz, praca kamery, aktorzy, itd. Jest dopracowany na każdej płaszczyźnie.

Barbara Marmuszewska: Może też to, że film dojrzewa wraz z widzem. Jeżeli obejrzysz go w młodości i potem ponownie po dwudziestu latach, to już nie będzie ten sam film, bo ty się zmienisz. Uważasz, że „Roma” ma potencjał takiego filmu?

Natalia Ryba: Myślę, że tak. Wydaje mi się, że zostanie ze mną na dłużej. Jak go obejrzę za dziesięć lat i będę mieć inną sytuację życiową, to też inaczej na niego spojrzę. Natomiast ja go nie okrzyknę arcydziełem na razie, bo zgadzam się, że jednak powinno się chwilę odczekać i sprawdzić, czy za miesiąc będziesz dalej o nim pamiętać. Ja chciałam z kolei zapytać, czy jest coś, co byś w „Romie” zmieniła?

Barbara Marmuszewska: Może nie zmieniła, ale przepuściłabym ten film przez kolory i zobaczyła, czy równie silnie urzeka, kiedy nie jest czarno-biały. Gdyby wyszły dwie kopie, można by zdecydować – ile „Roma” zawdzięcza zdjęciom, a na ile nośna jest sama historia. Chciałam jednak dodać, że dla mnie odbiór tego filmu jest czysto emocjonalny. Wpadłam w przedstawiony świat i już tam zostałam, co by wskazywało na siłę samej opowieści.

Natalia Ryba: I nie ma w tym nic złego. Same zdjęcia czarno-białe były tu wyborem nieoczywistym, bo zamknęły kolorowy świat Meksyku w dwóch barwach. Nie wiem, jaki był cel takiego zabiegu, ale ja go kupuję. Dla mnie „Roma” to była przyjemność wizualna. A uważasz, że kino nostalgiczne jest potrzebne? Czy publiczność go chce?

Barbara Marmuszewska: Wydaje mi się, że zdecydowanie go chce, bo każdy tęskni za czasami dzieciństwa. Jeżeli sztuka dotyka tej przeszłości, to odwołuje się do czegoś najbardziej ludzkiego, co wszystkich łączy. To jest tak naprawdę bardzo wygodne podejście do kina. Odwołanie się do nostalgii jest bezpiecznym ruchem, bo wiesz, że zaskarbisz sobie względy widzów. Dużo trudniej jest zdecydować się na kompletny eksperyment artystyczny.

Natalia Ryba: Powinnyśmy jeszcze wspomnieć, że sporo à propos „Romy” mówi się o autorskim, wyrazistym podpisie Cuaróna w jego twórczości. – Czułaś, podczas tego seansu, że oglądasz właśnie jego film?

Barbara Marmuszewska: Nie, absolutnie. W ogóle przed zobaczeniem tego filmu nie interesowałam się, kim jest Cuarón. Bardziej zainteresowałam się, kim jest Cuarón, po zobaczeniu „Romy”.

Rozmawiały: Barbara Marmuszewska, Natalia Ryba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *