„Król Artur: Legenda miecza” (2017), reż. G. Ritchie

Guy Ritchie, kiedyś ikona współczesnego kina gangsterskiego dzięki „Porachunkom” (1998) i „Przekrętowi” (2000), ostatnio nie ma dobrej passy – zarówno u krytyki jaki i widowni. „Kryptonim U.N.C.L.E.” (2015) był przyjęty jeszcze z lekką aprobatą, ale „Król Artur: Legenda miecza” (2017) został zmiażdżony jednocześnie przez recenzentów (31% [nie]świeżości na Rotten Tomatoes i średnia ocena 41 na Metacritic), jak i widzów (tylko trochę ponad 148 mln. dolarów przychodu przy budżecie 175 mln).

Warto jednak tego film bronić, bo reżyser powtarza w nim udany zabieg z dwóch części przygód Sherlocka Holmesa – przedstawienie historii popularnej postaci w nowy i niebanalny sposób. Opowieść o dziedzicu tronu Arturze (Charlie Hunnam), który musi zawalczyć o należne mu miejsce zawiera wszystkie charakterystyczne cechy z arsenału Ritchiego – charyzmatyczny bohater zawadiaka (w tej wersji Artur jest alfonsem), brawurowe sceny akcji z szalejącą wokół kamerą, pełnia ciekawych zabiegów montażowych (świetna sekwencja dojrzewania bohatera), a wszystko to sowicie podlane humorem. Całość składa się na satysfakcjonujący, rozrywkowy seans – autor nie trzyma się kurczowo legendy, żongluje znanymi motywami, lecz wszystko po to, by uatrakcyjnienić fabułę. Można się oczywiście czepiać – a że wątek romansowy płytki, czarny charakter jednowymiarowy (tu veto – Jude Law w roli Vortigerna to w porównaniu do innych blockbusterów całkiem zniuansowana postać) albo efekty czasem rażą sztucznością. Ale są to przecież oskarżenia, które można kierować do ¾ rozrywkowych filmów, czego przykładem nominowana w tym roku do Oscara (!) „Czarna pantera”. Jednak ten ostatni film jest według Akademii ważny, bo porusza istotne kwestie dotyczące rasy, więc oceny zawrotnie poszybowały w górę.

Wartością „Króla Artura…” jest to, że nikt niczego przed nami nie udaje. Widz ma dostać dwie godziny satysfakcjonującej zabawy, a Ritchie potrafi ją zaprezentować tak, że nie sposób się nudzić. Gdyby większość komercyjnych produkcji stała na takim poziomie, to świat byłby lepszym miejscem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *