„Mumia” (1999), reż. Stephen Sommers

Kiedy film Stephena Sommersa „Mumia” ujrzał światło dzienne w 1999 roku, opinie krytyków i krytyczek były podzielone. Obecnie w serwisie filmowym Rotten Tomatoes dzieło to ma jedynie 58%, co umieszcza je w kategorii „niezdatnego do spożycia”. Oprócz tego „Mumia” zdobyła zaledwie dwie nagrody – Saturna za charakteryzację i statuetkę BMI za muzykę. Samych nominacji też nie było zbyt wiele. Czy sprawiedliwie? Moim zdaniem zdecydowanie nie.

„Mumia” to remake filmu z kultowej serii horrorów wytwórni Universal z lat 30. XX wieku. To też jedno z najlepszych dzieł należących do szeroko rozumianej kategorii kina przygodowego. Oprócz wartkiej akcji i elementów filmu grozy, scenariusz opiera się na potężnej dozie humoru, który równoważy poczucie niebezpieczeństwa i tajemnicy obecne od pierwszych minut. Świetnie napisane postaci i aktorzy, których kreacji nie da się nie polubić – Brendan Fraser, Rachel Weisz i John Hannah. Błyskotliwi, zabawni, uroczo głupkowaci – jak w przypadku Jonathana – czy też pociągająco inteligentni – jak Evelyn. Oprócz tego film mógłby się obronić samymi efektami wizualnymi, które jak na koniec wieku były imponujące – tylko za nie należała mu się co najmniej nominacja do Oscara. Ale najbardziej wartościowym elementem dzieła Sommersa jest przygoda – to ona napędza bohaterów, fabułę i jest centrum opowiadanej historii. Po boomie na kino przygodowe w latach 70. i 80., po filmach Stevena Spielberga i George’a Lucasa, dzieła, które z czystym sumieniem można zaliczyć do grona tych określanych jako przygodowe i które jednocześnie nie wzbudzają po obejrzeniu natychmiastowej chęci zapomnienia o nich, można policzyć na palcach jednej ręki. Filmu dopełniają zdjęcia – piękne ujęcia egipskich krajobrazów, które jak nic innego umożliwiają wejście w opowiadaną historię. Czego chcieć więcej od filmu przygodowego?

Być może przemawia przeze mnie sentyment z dzieciństwa, kiedy to oglądałam – jeszcze na kasetach VHS – „Mumię” wielokrotnie, za każdym razem z zapartym tchem wpatrzona w ekran. Jednak ponowny seans po latach niczego filmowi nie ujmuje. Przeciwnie – jestem w stanie docenić go jeszcze bardziej. „Mumia” z 1999 roku zasługuje, by ją dowartościować, szczególnie kiedy jej dziedzictwo staje nad przepaścią z powodu kolejnych sequeli, których oglądanie wręcz boli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *