„Osada” (2004), reż. M. Night Shyamalan

Kiedy w 2004 roku Manoj Shyamalan nakręcił „Osadę”, zarówno ze strony publiczności, jak i krytyki pojawiło się wiele opinii, że jest to „początek końca” indyjskiego reżysera. Kevin Thomas z „Los Angeles Times” nazwał film „nużącym, zamiast prowokującego i tak nieprzekonującym, że aż niedorzecznym”, a Desson Thomson z Washington Post stwierdził, iż „w przeważającej części film jest oszałamiającym rozczarowaniem”.

Oczywiście nie sposób nie zauważyć w obrazie Shyalamana kilku niedociągnięć, jednak takie nagromadzenie negatywnych opinii nie jest w pełni uzasadnione. Otrzymujemy przecież dobrze opowiedzianą historię z filozoficznym kontekstem i współczesnym przesłaniem.

Film opowiada o ludziach żyjących w tytułowej osadzie, otoczonej przez las, w którym – jak wierzą bohaterowie – żyją tajemnicze i niebezpieczne istoty. Choć początkowo wydawać się może, iż mamy do czynienia z thrillerem, a nawet horrorem, reżyser szybko pozbawia nas złudzeń. Potwory okazują się ludźmi, a świat, przed którym bohaterowie uciekają, to po prostu świat współczesny, w którym każdego z członków starszyzny, organizującej życie w osadzie, spotkało coś bardzo złego. Wolne tempo opowiadania i proste środki, z pomocą których reżyser buduje w filmie atmosferę, stały się przedmiotem największej krytyki. W moim mniemaniu, to jednak w tych elementach tkwi siła obrazu reżysera „Szóstego zmysłu” (1999). Filmowe uniwersum „Osady” utkane jest z prostych gestów, spojrzeń i detali. Zwłaszcza relacja dwójki głównych bohaterów opiera się na tych właśnie drobiazgach, które pojawiają się w miejscu rozbudowanych dialogów. Widzom współczesnym, przyzwyczajonym do szybkiego tempa narracji być może trudniej jest przyjąć taką konwencję, jednak według mnie skromny film Shyalamana jest przyjemną odskocznią od naładowanych efektami specjalnymi obrazów, które dominują w kinie.

Największą zaletą filmu jest jednak jego przesłanie. Jeżeli potraktujemy go jako eksperyment i traktat filozoficzny, który ma nas zmusić do pewnej refleksji, odkryjemy, że jest w nim wiele ścieżek interpretacyjnych. Przede wszystkim jest to smutna opowieść o współczesnym człowieku, który podejmuje desperacką próbę zbudowania świata na nowo, gdzie na powrót będzie czuł się bezpiecznie. Refleksja reżysera jest gorzka – zło i tak dopada bohaterów, jest nieuchronne, nawet w odciętej od świata osadzie, w której pielęgnuje się tradycyjne wartości. Widoczna w filmie jest także refleksja na temat człowieka i tkwiącej w nim chęci transgresji i rozwoju. Główny bohater, mimo iż wierzy w istnienie niebezpiecznych istot zamieszkujących las, chce się wybrać do innych wiosek, aby zdobyć leki dla mieszkańców. Pomimo sztywnych zasad panujących w osadzie, bohaterowie drobnymi gestami próbują je jednak przekroczyć. Jest to wreszcie ciekawa refleksja na temat tego, jak właściwie działają sekty. Reżyser sprawnie pokazuje w filmie terror psychiczny jakiemu zostają poddani młodzi bohaterowie przez manipulujących nimi członków starszyzny.

Oglądając „Osadę”, nie mamy więc do czynienia ze spektakularną filmową klęską, a skromnym dziełem dla koneserów i miłośników baśni, które nie opowiadają o strachach i potworach, ale o nas samych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *