Romans po holendersku

Paul Verhoeven, najsłynniejszy ze współczesnych holenderskich reżyserów, zaliczył w ostatnich latach wielki powrót. Ponad 20 lat po tym, jak jego „Showgirls” (1995) wygrały osiem Złotych Malin, „Elle” (2016) zyskało międzynarodową sławę, ukoronowaną dwoma Złotymi Globami i nominacją do Oscara. Pomimo artystycznych wzlotów i upadków, całą jego twórczość cechuje zainteresowanie ludzką skłonnością do czynienia zła.

Bohaterowie jego filmów, niezależnie od ich pozycji społecznej, wychowania czy wyznawanych wartości, w pełni zakorzenieni są w świecie natury, w którym liczy się przede wszystkim instynkt, panujący zarówno nad uczuciami, jak i rozumem. Świat wykreowany w kolejnych obrazach Verhoevena jest brutalny, pełen zagrożeń i wyzwań, sprowadzający ludzi do dzikich zwierząt walczących o przeżycie, zaś najważniejszym żywiołem w nim panującym jest przemoc, wpływająca na każdy aspekt życia, zwłaszcza na seksualność. Bohaterowie jego obrazów wyrażają przez nią swoją frustrację, wyładowują wewnętrzne napięcie, a także uwalniają w sobie to, co pierwotne i nieposkromione, a przez to najniebezpieczniejsze. Obrazując najmroczniejsze odcienie ludzkiej seksualności, Verhoeven używa często podobnych motywów: gwałtu, fetyszu, rytualizacji erotycznego aktu oraz prostytucji. Miłosne związki jego bohaterów częściej przybierają formę perwersyjnych relacji, które przynoszą rozkosz poprzez ból i cierpienie, niż spełnienie romantycznego paradygmatu, a ich sypialnie stanowią poligon dla odwiecznej wojny płci.

Temat nienormatywnej seksualności pojawił się już w jego debiucie z 1971 roku, „Biznes to biznes”, w którym prześmiewczo naruszał tabu niecodziennych potrzeb erotycznych.

„Biznes to biznes” (1971)

Film, luźno oparty na zbiorze wywiadów z amsterdamskimi prostytutkami, opowiada o perypetiach Greet (Ronnie Bierman) i Nell (Sylwia de Leur), które za pieniądze zaspokajają najdziwniejsze seksualne fantazje swoich klientów, na co dzień poważnych biznesmenów, którzy w istocie pożądają zdominowania i upokorzenia. Erotyczny eksces przebieranek i przyjmowania ról w Biznes to biznes obnaża społeczną represję ludzkiej seksualności, która swoje ujście może znaleźć jedynie w salonie pary prostytutek. Fetysz i przemoc zawarte w debiucie Verhoevena są przedstawione jako ludyczny karnawał, w czasie którego chwilowo odwrócone normy pozwalają bohaterom spotkać upragnione szczęście. W późniejszych filmach Holendra nie znajdziemy już podobnego optymizmu.

Wewnętrzne potrzeby erotyczne bohaterów takich filmów, jak „Czwarty człowiek” (1983), „Nagi instynkt” (1992) czy „Elle” w niczym nie przypominają beztroskiego teatrzyku z „Biznes to biznes”. W pierwszym z nich, homoseksualny pisarz Gerard (Jeroen Krabbé) zakochuje się w młodym efebie, partnerze Christine (Renée Soutendijk). By zbliżyć się do chłopaka, postanawia uwieść kobietę, która jest fanką jego twórczości. Od kiedy jednak angażuje się w intymny związek z Christine, zaczynają dręczyć go potworne wizje i koszmary senne. Z jednej strony burzy się w nim niespełniona żądza wobec chłopaka, z drugiej dławi go heteronormatywna represja, której się poddaje. Mężczyźnie śni się współżycie z kobietą, które kończy się jego kastracją nożyczkami, zaś podążając za obiektem swojego pragnienia doznaje mistyczno-erotycznego objawienia. Gdy Jeroen jest w kościele, na krzyżu zamiast Jezusa widzi swojego ukochanego w samej bieliźnie. Obnażając go z w homoerotycznym akcie, łączy sacrum i profanum.

„Czwarty człowiek” (1983)

Potrzeby duchowe przegrywają z pożądaniem, za które Jeroen będzie musiał zapłacić wysoką cenę – w narkotyczno-onirycznych wizjach Christine objawia mu się jako czarna wdowa, która zabija każdego kolejnego kochanka. Jej erotyzm wymaga złożenia męskiej ofiary, o czym przekonali już się jej trzej mężowie, a wkrótce także i dwaj bohaterowie „Czwartego człowieka”.

Postać Christine otrzymała swoje kolejne wcielenie w „Nagim instynkcie”, opowiadającym historię detektywa Nicka Currana (Michael Douglas), który zajmuje się sprawą słynnego muzyka zadźganego w czasie seksu. Główną podejrzaną jest Catherine Tramell (Sharon Stone), obeznana z technikami psychologicznej manipulacji pisarka thrillerów, prywatnie partnerka zamordowanego. Kobieta prowadzi z policjantami seksualną grę, bez skrępowania opowiadając o swoim życiu erotycznym w kultowej scenie przesłuchania, w czasie którego obnaża się. Curran, wewnętrznie złamany po tym, jak pod wpływem narkotyków zastrzelił parę cywilów podczas akcji, jest wyjątkowo podatny na kuszenie Tramell. Oczywiście, dochodzi między nimi do podwójnie zakazanego zbliżenia – detektyw oficjalnie prowadzi sprawę w którą kobieta jest zamieszana, a destrukcja i zagrożenie są immanentnie wpisane w tę relację. Jak przyznał sam Verhoeven, sceny erotyczne między Nickiem i Catherine, pomimo swojej eksplicytności, nie miały podniecić widza, a raczej go przerazić, przypominając sytuacje, gdy ktoś włamuje się do nas w środku nocy.

„Nagi instynkt” (1992)

Odbiorca „Nagiego instynktu” widział inicjalną scenę morderstwa, w której tajemnicza kobieta przywiązywała mężczyznę do łóżka, by zadźgać go w czasie orgazmu. Moment ten powraca w filmie, niczym refren, także podczas pierwszego zbliżenia między głównymi bohaterami. Catherine dominuje w czasie stosunku, zadając Nickowi ból, by opóźnić moment orgazmu. Będąc na górze, w ekstazie przywiązuje mężczyznę do łóżka białym szalem, łudząco przypominającym ten ze sceny morderstwa. W momencie klimaksu nie zabija jednak partnera – jest on jej bowiem potrzebny, by opóźnić śledztwo i ostatecznie przyczynić się do jej uniewinnienia. Na końcu filmu, gdy oba te warunki zostały spełnione, erotyczny rytuał powraca. Widz oczekuje kolejnego morderstwa, lecz musi obejść się smakiem. Po seksie bohaterowie rozmawiają o przyszłości, znów rzucają się sobie w ramiona, a następnie ekran zostaje zaciemniony. Po chwili obraz powraca, ukazując widzowi ukryty pod łóżkiem szpikulec do lodu, jakby czekał na odpowiedni moment. Erotyczny związek Nicka i Catherine na zawsze pozostanie autodestrukcyjnym, rytualnym aktem, w którym jedno z nich będzie musiało w końcu umrzeć. Nie sam seks, a groźba śmierci staje się głównym źródłem ekstazy bohaterów.

Podobne pożądanie doświadczeń granicznych charakteryzuje Michèle (Isabelle Huppert), główną bohaterkę Elle. Najważniejszym wątkiem filmu, którym Verhoeven powrócił na szczyty zestawień najlepszych filmów roku, jest często eksploatowany w jego twórczości wątek gwałtu. Odgrywa on niezwykle istotną rolę w brutalizacji seksualności filmów Holendra, pojawiając się w wielu jego filmach. W każdym z nich mężczyzna wykorzystuje swoją przewagę fizyczną i wysoki status społeczny, by siłą wymusić na kobiecie współżycie. Reperkusje tego aktu są zróżnicowane – może on zostać ukarany („Showgirls”), lub odejść bez konsekwencji („Namiętność Kate”, 1975), może napawać się władzą i stać się psychopatą („Człowiek widmo”, 2000) lub nawet zakochać się w swojej ofierze („Ciało i krew”, 1985). Kontrowersyjnym wyjątkiem jest zbiorowy, homoerotyczny gwałt w filmie „Ślepy traf” (1980), który uświadamia jednemu z bohaterów jego prawdziwą orientację. Szok nim wywołany powoduje, że godzi się ze swoim homoseksualizmem i dokonuje coming outu przed swoim ojcem, gorliwym protestantem. Gwałt w tym przypadku nosi więc znamiona czegoś pozytywnego – terapii, dzięki której chłopak poznaje siebie.

Podobne znamiona niejednoznaczności można dostrzec w „Elle”. Film rozpoczyna się sceną brutalnego gwałtu, jednak groteskowa perspektywa znudzonego kota, który obserwuje zajście sugeruje, że coś jest nie tak.

„Elle” (2016)

Zachowanie Michèle też jest dziwne – wydaje się być psychicznie niewzruszona, jedynie wyobrażając sobie alternatywne scenariusze, w których zabija gwałciciela. Napastnik nie daje jej o sobie zapomnieć, nękając ją w jej domu. Podczas następnego ataku bohaterka odkrywa jego tożsamość. Oprawcą okazuje się być Patrick (Laurent Lafitte), jej sąsiad, z którym zaczyna perwersyjną grę. Ich brutalne spotkania zostają ukazane w kontraście do zwykłej relacji erotycznej Michèle z mężem najlepszej przyjaciółki. Bohaterka uświadamia sobie, że doświadczanie i zadawanie bólu jest o wiele bardziej satysfakcjonujące, niż pozbawiony uczuć romans. Kulminacyjny moment relacji Michèle i Patricka stanowi scena seksu w jego piwnicy. Bohaterowie nie mogą uprawiać normatywnego seksu, skoro mężczyzna osiąga podniecenie tylko poprzez gwałt. Michèle uderza Patricka, prowokując kolejne brutalne zbliżenie. W czasie stosunku wybucha ona w ekstatycznym orgazmie. Scena ta zaciera granicę między gwałtem i zgodą, sadomasochistyczną przyjemnością i powtórnym przeżyciem traumy. Huppert przypomina w „Elle” swoją wybitną rolę z „Pianistki” (2001) Michaela Hanekego, różniąc się jednak tym, że na koniec filmu świadomie rezygnuje z perwersyjnej relacji. Podobnie jak w Nagim instynkcie, ich związek nie ma szans na przetrwanie, a jedno z nich musi umrzeć.

Pomimo długoletniego środowiskowego ostracyzmu i zaawansowanego wieku, Paul Verhoeven nie przestaje szokować. Koncentrując się w swoich filmach na seksualności, próbuje odgadnąć, jaka jest faktyczna ludzka natura. W zaplanowanej na 2020 rok „Benedetcie”, opowie o lesbijskiej relacji dwóch zakonnic w XVII-wiecznym opactwie, z których jedna opętana jest przez demona. Skandali ciąg dalszy nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *