„Stoker” (2013), reż. Chan-wook Park

Fabuła „Stokera” (2013) budzi skojarzenia z „Cieniem wątpliwości” (1943) Alfreda Hitchcocka, co nie jest zwykłym zbiegiem okoliczności, ale zamierzonym działaniem twórców: scenarzysty Wentwortha Millera, szerzej znanego publiczności jako Michael Scofield z serialu „Prison Break” (2005-2009) oraz reżysera Chan-wook Parka, autora kultowego „Oldboya” (2003).

Na rodzimym rynku „Stoker” przeszedł właściwie bez echa, zarabiając jedynie 1,7 mln dol. Międzynarodowy Box Office wyniósł nieco ponad 10 mln dol., co również nie jest zadowalającym wynikiem. Dla porównania, „Labirynt” (2013, reż. Denis Villeneuve) – najpopularniejszy thriller w 2013 r., osiągnął zysk rzędu 122 mln dol. „Stoker” nie zdobył także żadnej znaczącej nagrody filmowej. Co zatem sprawia, że produkcja ta godna jest uwagi?

W 2010 roku scenariusz „Stokera” znalazł się na „Czarnej Liście”, czyli zestawieniu najlepszych niewyprodukowanych scenariuszy w Hollywood, wyprzedzając o kilka miejsc obsypany Oscarami i Złotymi Globami film „Operacja Argo” (2012) według szkicu Chrisa Terrio. Głównym atutem filmu jest forma, a w szczególności montaż. „Stoker” to istna wizualna uczta pełna dokładnie przemyślanych ujęć. Każdy kadr, często niezwykle oryginalny, to wysmakowane malowidło mogące zawisnąć na ścianach najlepszych galerii sztuki. Kostiumy i barwy jako medium narracji filmu tworzą niezapomniane plastyczne widowisko. Strój nabiera w „Stokerze” symbolicznego znaczenia, odzwierciedlając portrety psychologiczne bohaterów. Elementy te sprawiają, że widz chwilami skupia większą uwagę na wizualnej formie produkcji, aniżeli na wydarzeniach, które właśnie rozgrywają się na ekranie. Z tego powodu dzieło Chan-wook Parka i operatora Chung-hoon Chunga powinno być pozycją obowiązkową dla przyszłych autorów zdjęć i montażystów.

„Stoker” to poetycki dreszczowiec, który wymaga od widza specyficznej wrażliwości. Realizm przeplata się z fantasmagorią, tworząc pełną niepokoju przypowieść o spotkaniu niewinności i zła. Atmosfera ciągłego napięcia obecna w filmie przywołuje na myśl duszny klimat „Zabicia świętego jelenia” (2017, reż. Yorgos Lanthimos) oraz emocjonalne wrzenie „Mother!” (2017, reż. Darren Aronofsky). Twórcy „Stokera” śmiało czerpią z klasyki, a zwłaszcza z hitchcockowskich wzorów, przetwarzając je jednak według własnego klucza, niejednokrotnie wbrew oczekiwaniom widza. Typowe dla thrillerów sceny gwałtownie są przerywane, bowiem to nie zagadka kryminalna lub niespodziewanie zwroty akcji są w filmie najważniejsze, a reakcje bohaterów i konsekwencje podjętych przez nich działań. Reżyser buduje stan grozy w momentach, zdawać by się mogło, prozaicznych, takich jak wspólny posiłek przy stole. Oprócz tego scenariusz filmu odwołuje się do powieści „Drakula” Brama Stokera. Wentworth Miller wyjaśnił, iż nie chodzi tu o wampiry, ale o horror jako gatunek w sztuce. Subtelne związki z dreszczowcem przyjmują nierzadko formę aluzji, choćby w scenie, gdy podczas czesania przez Indię włosów matki w lustrze toaletki odbija się ich wspólny wizerunek, co jest nawiązaniem do „Ringu”. Bohaterowie filmu to ofiary własnych żądz oraz dzikich instynktów, nad którymi nie potrafią zapanować. Zło zaraża, rozprzestrzenia się niczym choroba. Widzowi w trakcie seansu cały czas towarzyszą przeciwstawne odczucia: fascynacja, niepewność, chłód czy oszołomienie. Mia Wasikowska, odtwórczyni głównej roli, na przemian jest skrzywdzoną i wycofaną nastolatką oraz nieprzewidywalną agresorką. Psychodeliczne spojrzenie Matthew Goode’ego do złudzenia przypomina wzrok Dwighta Frye’a grającego chorego umysłowo Renfielda w „Drakulii” z 1931 r. Wuj Charlie to anioł i szatan w jednej osobie. Intryguje również niepokorna Nicole Kidman w roli zobojętniałej matki. czyli, w kreacji, która została uznana przez serwis Tribeca Film Festival za jeden z najbardziej niedocenionych występów 2013 roku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *